poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Był sobie William...

Szeregowy William Johnson... 
Bardzo smutna historia. Jedna ze smutniejszych, ale zakończona pozytywnym akcentem...
Jako młody chłopak trafił do armii, niestety coś poszło nie tak jak trzeba.
William uległ strasznemu wypadkowi. Ktoś potwornie go pobił...
Dzisiaj już nie wiadomo dokładnie kto, zresztą, co by to dało?
Wojna rządzi się swoimi prawami!
Skoro nie był już idealnym żołnierzem i nie sprawiał już swojemu właścicielowi
radości - trafił na "targ niewolników" i został
sprzedany!

Sprzedawca ukrył jego faktyczny stan, nieźle sobie też za niego policzył, ale zgodził się 
na to, że mogę przygarnąć tylko Williama
- więc nie będę już złośliwa ;)

Znalazłam go przeglądając pewien portal aukcyjny, oto co zobaczyłam:


Reszta kompanów niedoli Williama być może już gdzieś znalazła swój dom.
Will trafił do mnie i dopiero wtedy się przekonałam w jak ciężkim stanie się znajduje :(
Niestety nie potrafi długo ustać o własnych siłach, był też poturbowany...

Obrażenia ciała z biegiem czasu powróciły do normy, (no prawie...) ale twarz oszpecała
brzydka blizna...


Wszystko co złe także szybko się kończy! :)))
Dzisiaj choć problemy zdrowotne ciągle mu dokuczają - blizny 
szpecące twarz zniknęły po paru operacjach plastycznych!
William zaczyna nowe, szczęśliwe życie.

Już nie nosi swoich parszywych ciuchów wojskowych...


O nie, nie! Chociaż zostawił je sobie na pamiątkę.
Jest sentymentalny...
Obecnie William (dla Przyjaciół Billy) ubiera się tylko w
szykowne garnitury!
William jest trochę nieśmiały, ale obiecał, że gdy tylko nadejdzie
odpowiednia pora, zaprezentuje tutaj kilka swoich eleganckich zdjęć!
Być może kogoś nimi oczaruje?
Tak... Doskwiera mu samotność :(



4 komentarze:

  1. Miał szczęście , że trafił w Twoje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Ja też się cieszę, że coś mnie podkusiło i napisałam do sprzedawcy, a ten zgodził się na sprzedaż tylko tego ludzika. Niestety figurka nie posiada żadnej sygnaturki, trudno go zidentyfikować, to pewnie lata 89-90 i wzwyż. Co ciekawe - on miał mechanizm "mówiący" w brzuchu, ale po rozkręceniu figurki stwierdziłam, co następuje: "Ktoś wyciągnął mechanizm i pewnie sprzedał za grube pieniądze na jakimś złomie :)" Nie zostało nic z ów mechanizmu. Szkoda, że niektóre zabawki spotyka taki los... Nazbierało mi się trochę takich Biedaków :)

    OdpowiedzUsuń
  3. zaglądnęłam tu przypadkowo- i przyznam szczerze, że zaciekawiło mnie to, że ktoś weteranów tajnych dziecięcych misji zbiera, poddaje renowacji i ratuje od zapomnienia! Brawo!!! trzymam kciuki!

    J czasem takich lalków znajduję tu i ówdzie i przygarniam, bo lubię, kiedy moje lalki mają dla kobo być ładne- no a że ich facety mają armię za żonę i Barbie za kochankę to już taki ich los =)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć Gosiu! Pozwolę sobie zaglądnąć i do Ciebie i nadrobić zaległości, ciekawam co Ty to tam masz w swoich szeregach :) Nie wszyscy moi Lalkowie to weterani, będą też "nówki", ale faktycznie czuję miętę do tych opuszczonych, zaniedbanych, nie kochanych wojaków... Własnie się zastanawiam, czy tym moim w przyszłości nie będę musiała sprowadzić jakieś Kochanice... Bo mi powariują :D

    OdpowiedzUsuń