poniedziałek, 30 września 2019

MAPLINEK

"Był sobie mały Koteczek, który pozostawił po sobie ogromny smuteczek..."


7 kwietnia tego roku, przyszły na ten świat dwa kociaki-bliźniaki.
(7 kwietnia lata świetlne temu to i Eibhlin przyszła na ten świat!!!)
Oba kocurki w okolicy czerwca trafiły do mojej siostry.





Jeden nazywał się Maplin, drugi Gremlin...
Oba radosne, malutkie, zwinne i przekochane.
(Moja siostra ma zresztą dużo starszą kotkę Lalę i kocurka Tobika.)
Maluchy potrzebowały domu, więc siostra i szwagier postanowili je przyjąć pod swój dach.

Jeden z nich był wyjątkowo uroczy, z lekkim zezem... Maplinek.
Drugi "tygrysek" jest taki lekko pomarańczowaty :)

I wiecie co? Smutna sprawa... 5 września nagle stan zdrowia Maplinka uległ diametralnej zmianie. 
Szybkie przybycie do kliniki weterynaryjnej, nie przyniosło efektu. W ciągu kilku godzin stan się beznadziejnie pogarszał i moja siostra musiała już tylko podjąć jedną decyzję.
Tę najsmutniejszą...

Ten malutki Stworek żył tylko pół roku.
Bardzo smutna sprawa.
Oczywiście codziennie dzieją się podobne sytuacje, tragedie.
Niestety takie jest to życie.

Kiedyś musiałam sama podjąć decyzję o eutanazji, mojego kochanego 15 letniego psa Hektora, który był ciężko chory i pomimo kilku operacji, lekarz powiedział, że trzeba mu pozwolić odejść, bo cierpi.
To był ciężki czas i dużo płaczu.
Otaczamy się "małymi braćmi", opiekujemy się nimi, kochamy nad życie a one też niestety chorują i odchodzą...
:(

Pomyślałam, że napiszę tego posta, jako taki tribute do Maplinka!
Żeby więcej osób dowiedziało się o jego istnieniu!
Żeby jego pół roczne życie nie przeszło bez echa.
To kotek Strefy Męskich Lalek...
I miał dom, ciepły, przytulny, pełną miskę i ludzi w około, którzy go kochali!
(I teraz będą go kochać czytelnicy Strefy Męskich Lalek!!!!)

Moja siostra jest pogrążona w smutku, bardzo mi jej i szwagra szkoda. Przywiązali się do tego kotka, wiadomo. Może jak trochę czasu minie - opowiem jej o "Tęczowym Moście" - bo jestem święcie przekonana, że kociaki też tam biegają :)
(Hektor pewnie już goni Maplinka!)

A malutki Gremlinek został sam, chociaż ma starsze, "przybrane" rodzeństwo!

Moją kocicę Lalę:

(Ona mieszka i żeruje u siostry i szwagra, ale jest absolutnie MOJA! Sama sobie mnie wybrała, jak ostatnio odwiedziłam siostrę!)

Oraz aksamitnego Tobika:

(Tu z moją siostrą Anetą!)

Tobik to pies w ciele kota...


Plotka głosi... że Ernest za nim nie przepada... I to z wzajemnością!


Więc mamy teraz tylko trzy kociaki w rodzinie.
(Oraz żółwia stepowego o imieniu Klemes, który już szykuje się do zimowego snu i chrapie po cichutku!) 
I z tego stanu rzeczy trzeba się cieszyć chwilą obecną!
A Maplinka nigdy nie przestaniemy kochać i będziemy o nim pamiętać po wsze czasy!

Anetka - będzie dobrze! Trzymaj się!
:*

----------------------

W Strefie ostatnio cisza absolutna...
Robimy ogromny remont lalkowy! Powstaje powolutku nowy "klub" w stylu chaty góralskiej.
Jakoś tak sobie ubzdurałam, że tak ma być :)
Chata będzie z drewna!!!! 
Mnóstwo roboty i czasu to pochłania, ale było to konieczne, bo ja osobiście miałam już dość braku solidnej dioramki pod zdjęcia z lalkami :)
Równocześnie tworzę dioramkę "park". Razem ze ścianami i ławkami i chodnikiem i ... tyle se roboty na łeb ściągnęłam, że blog pustkami świeci :)

Wszyscy mieszkańcy przechodzą gruntowną odnowę! 
(No prawie wszyscy...)
Efekt końcowy mam nadzieję się spodoba :)

Czekamy też na pewnego przystojnego Araba...
Może dotrze jeszcze w październiku?
Trochę ryzykowne posunięcie, żeby sprowadzać Araba do Strefy...
Ale u nas się musi coś ciągle dziać no nie? To czemu by takie zagrożenie przegapić :)
A sam Arab prześliczny...

Jeszcze kończę szyć płaszczyk damski, lalkowy dla Ady Wong.
Pierwszy taki szyciowy projekt w moim życiu!
Nie licząc dwóch zwykłych płaszczy dla Nekromantów ...
Jeszcze sobie wybrałam taki materiał mega prujący się, bo trzeba sobie życie utrudniać na maxa!

(Google.com)

Powstał z 12 części, z podszewką. Niemal idealna kopia ze zdjęcia powyżej. Zostały mi do wykonania tylko wykończenia typu: wyprasowanie i wszycie guzików :) 
Moja Ada przeszła też poważną transformację, jeśli chodzi o wizerunek.
Coś mi się wydaje, że chce przejąć władzę nad Strefą i przemianować ją na "Strefę Lalkowych Kobiet".

Także szykują się spore zmiany :)

Pozdrawiam!!!!

PS: Po przeczytaniu tego posta, natychmiast udaj się w kierunku swojego pupila/pupilki (czy nawet rybek w akwarium) i przytul je mocno!!!!!!!

7 komentarzy:

  1. Czytałam ten post i ciarki po mnie przeszły...Smutna wiadomość o kotku bardzo mnie poruszyła( tym bardziej, że moja przybłęda Klara siedzi u mnie na kolanach, a w wieku tego malutkiego Maplinka jest)...
    Zmiany w Strefie zaciekawiły mnie, więc czekam na efekty.

    OdpowiedzUsuń
  2. smutek, smuteczek...
    cieszmy się istotkami,
    które wciąż z nami są...

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie wróciłam z ciemnej deszczowości od pupili. Jak kiedyś znajdę grafikę pasującą do dzisiejszej zawieji to pokażę. Przykro mi z powodu kociaka, napatrzyłam się na cierpienie moich zwierząt w podeszłym wieku, gdzie kolejne leki nie skutkowały i rozumiem, że największym dowodem miłości jest zapewnienie zwierzakowi spokojnej bezbolesnej śmierci. Zwierzaki żyją zdecydowanie za krótko. Już nie mogę się doczekać odnowionej strefy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety nie mogę wykonać polecenia. Pieprz i Sól to byty niezależne, o przytulaniu mowy nie ma. Mój M próbował, został dwukrotnie "ciężko ranny", Sól nie żałowała zębów i pazurków. Mnie się daje w drodze łaski raz na tydzień głasknąć. Dziki Pieprz zaś spieprza, gdzie pieprz rośnie, jak tylko wykonamy krok w jego kierunku. Żyją wolno w ogrodzie, tylko karmić dają się nam łaskawie, a nawet domagają się żarełka. P.S. Jestem ciekawa tej chaty, sama robię remont domku dla lalek 1:12. Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo współczuję śmierci kociarka, to zawsze ogromnie boli, a kiedy umiera taki maluszek, zaledwie u progu prawdziwego życia, boli jeszcze bardziej. Ale dzięki Twojej Siostrze i jej rodzinie (także tej czworonożnej!) pół roku życia Maplinek przeżył szczęśliwy, kochany i rozpieszczany. I na pewno był za to wdzięczny...
    Mocno ukochałam moje obie bestie, pochlipałam trochę im w futerka (o dziwo, bez protestów). To właśnie jest najokrutniejsze - że żyją tak krótko...

    Na odnowioną Strefę czekam z utęsknieniem! A płaszczyk Ady, jestem pewna, powali mnie na kolana...
    Arab przybywa, powiadasz. To się dopiero będzie działo!

    OdpowiedzUsuń
  6. Współczuję bardzo straty koteczka. Strata milusińskiego jest zawsze bardzo smutna, serce pęka i oczy same "ciekną", ale na szczęście zostały Wam jeszcze inne malutkie szczęścia do kochania.
    Przytulam mocno wszystkich :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Przykro mi z powodu kotka. Sama mam za sobą kilka takich sytuacji w życiu, bo przez dom przewinęło się wiele futrzaków od czasów mojego dzieciństwa. Ostatnim był mój ukochany kot Leon, którego w wieku 4 lat zgarnęło z tego świata w ciągu 48h.
    Zawsze jednak trzeba pamiętać, że być może jakiś inny futrzasty stwór czeka na naszą pomoc.

    Jestem ogromnie ciekawa tej chaty. I parku. I wszelkich innych przemian.

    OdpowiedzUsuń